Oferty specjalne

Nadchodzące wydarzenia

Polecane artykuły w prasie

» Wykłady z Tantry Współczesnej – część druga

Część druga: Początek problemów, odcięcie uczuć, seksualność dziecięca, wzorce seksualności, wstęp do pracy tantrycznej, tantra na dziś.

Początek problemów

Dużo mówimy o blokach i napięciach w ciele. Bardzo ważnym pytaniem jest; skąd się biorą te napięcia i co można z nimi zrobić?
Wyobraźcie sobie taką sytuację, bardzo prostą; mama idzie z dzieckiem do piaskownicy. Dziecko się przewraca i płacze. Mama podbiega daje klapsa i oczywiście krzyczy: Uważaj, jak się zachowujesz! Pobrudzisz się! Masz przecież nowe spodenki! Znowu będę musiała to prać! Co takie zachowanie powoduje?
Otóż w momencie kiedy dziecko biega, wyraża się w sposób jemu naturalny. To jego zwyczajny świat, ono musi biegać, żeby być zdrowe. To jest jego rozwój, ma energię – biega. Naturalne również są momenty, kiedy się przewraca. Uczy się w ten sposób – to jest dla niego naturalny proces uczenia się. Ale jeżeli dostaje informacje od najbliższej osoby – to jest złe! – bo ktoś podbiega i daje mu klapsa, to dostaje ono irracjonalną informację, która sprawia, że dziecko nie rozumiejąc co się wokół niego dzieje musi się wycofać. W ten sposób zamykając się w sobie, uczy się budować pewną ochronę. W dodatku ma podwójną negatywną informacje, najpierw dostaje klapsa za to, że biegało, a potem słyszy jeszcze nie płacz! Bieganie jest złe i płacz jest zły. Czyli jego ekspresja zarówno fizyczna (bieganie) jak i potem ekspresja emocjonalna (płacz- potrzeba odreagowania bólu) są tłumione. Zamyka się więc w sobie. I co się dzieje? Dziecko wstrzymuje oddech i napina mięśnie. Jeśli uraz był silny, albo powtórzył się kilka razy powstaje napięcie chroniczne. Nie może przepływać energia jeśli są zblokowane mięśnie i wstrzymywany oddech. Ona tam utyka. Tak wiec już w procesie wychowania, w dzieciństwie zaczynamy zbierać chroniczne napięcia. Już u kilku latka zauważyć można chroniczne bloki. A większość dzieci w wieku 8-9 lat można by wysyłać do psychoterapeuty, żeby leczyć traumy. Dzieci, które nie zostały złamane, nie stały się ofiarami, mają dostęp do swojej ekspresji i w naturalny sposób stają się liderami. Inne dzieci chcą się z nimi bawić, nawet jak dziecko nie wykazuje jakiś wrodzonych talentów przywódczych. Dzieci dążąc do naturalności będą starały się przebywać z takimi osobami.

Wróćmy na chwilę do wspomnianej piaskownicy. Można stwierdzić, że dzieci nie bije się już tak jak kiedyś. (Pomijam fakt, że są głosy wśród polityków, że dzieci należy bić i że oni też byli bici, a wyrośli na ludzi…) Ale przecież wciąż słychać rodziców krzyczących na własne dzieci, czy to na placach zabaw, czy w sklepach: Nie biegnij tam! Zostaw to! Przestań się tak zachowywać! Przecież ten rodzic nie chce źle. Ma po prostu swoje napięcia, zarówno ze swojego dzieciństwa jak i z aktualnych sytuacji z pracy, z relacji ze współmałżonkiem, czy nawet z tym dzieckiem. Dowodem tego jest właśnie takie reagowanie. W momencie kiedy napięcie wzrasta, rodzic nie wytrzymuje tego i puszcza. Odreagowuje na dziecku poprzez wyżywanie się na nim, bo ono jest pod ręką i nie odda, tylko będzie chciało kochać dalej. Przekazujemy w ten sposób swoje problemy następnym pokoleniom. Tak też było z nami. Nasi rodzice krzyczeli na nas, nie dlatego, że nas nie kochali, oni po prostu spuszczali swoje napięcie, nie wiedząc co innego mogliby zrobić w zamian.

Odcięcie uczuć

Można powiedzieć, że bijących rodziców jest coraz mniej. Zobaczmy więc inny przykład, rodziców którzy sami będąc bitymi, zamiast powielać tę niechlubną tradycję, postanowili nigdy nie uderzyć swojego dziecka. Mamy więc obraz piaskownicy; dziecko biegnie, przewraca się i płacze. Podbiega matka i mówi: „Oj nic się nie stało! Pokaż, daj kolanko, pocałujemy i będzie dobrze, do wesela się zagoi! Chcesz cukierka, albo mam lepszy pomysł, pójdziemy do babci, chcesz, no nie płacz już.”

Powstaje pytanie, czy takie troskliwe zachowanie jest już wystarczające? Spójrzmy od strony dziecka. Biegnę, przewracam się, boli mnie i przestraszyłem się. Podbiega matka, nie krzyczy już, że biegałem więc nie dostaję informacji, że zrobiłem coś złego, ale słyszę: „Oj nic się nie stało… nie płacz już” Oczywiście najważniejsza jest troska matki i bycie ze mną w takiej chwili. Niemniej dostaję informację zaprzeczającą temu, co się stało, bo „nic się nie stało” oraz „nie płacz”, co oznacza, że może i w moim życiu jest miejsce na bieganie, ale na to co się ze mną dzieje po takim wypadku już nie. W momencie kiedy dziecko zaczyna płakać, dostaje informacje: „przestań płakać, nie płacz już.” Dziecko chce wyrazić swój ból, lecz jego uwaga jest odciągana do czegoś innego: „Chcesz cukierka? Pójdziemy do babci?”

Choć oczywiście dziecko tego nie rozumie, niemniej uczy się jak nie kontaktować się z tym, co czuje. Uczy się jak się odciąć od własnych emocji, a w konsekwencji od własnego ciała. Uczy się również, jak w zamian kontaktować się z innymi rzeczami dającymi substytut przeżywania emocji. Zdobywa takie umiejętności widząc rodziców, przeżywających emocje zastępczych bohaterów pokazywanych w telewizji. Albo słysząc jak mama z tatą obgadują problemy innych, np. sąsiadów.

Już jako dzieci wolimy nie czuć, niż czuć strach, czy ból. Można powiedzieć, że jeśli chodzi o dzieci, to jest to wspaniały mechanizm. To bardzo dobrze, że dzieci nabierają umiejętności radzenia sobie w trudnych emocjonalnie sytuacjach. Potrafią wycofać się z przeżywania, i zbudować sobie system obrony. Posiadamy niesamowity mechanizm przystosowawczy. Nauczyliśmy się jak to zrobić, żeby nie czuć, aby przetrwać. Problem polega tylko na tym, że kiedy już przetrwamy, kiedy jesteśmy już dorośli i możemy o sobie stanowić, a w dodatku nikt już nawet na nas nie krzyczy, okazuje się, że dalej używamy mechanizmów, których wyuczyliśmy się w dzieciństwie. Tak jak jako małe dzieci, nauczyliśmy się języka polskiego, tak też i te schematy, te mechanizmy obronne – wtedy bardzo potrzebne – w dalszym ciągu na nas działają. Wciąż wstrzymujemy oddech i spinamy mięśnie. Problemem nie jest istnienie mechanizmów obronnych, lecz to, że choć często nie są one już potrzebne, my ciągle ich używamy. Proces wychowania niosący szereg nieodreagowanych traum powodujących chroniczne napięcia, złapał nas i trzyma w swojej skorupie blokad w ciele. Ta skorupa jest po to, aby nie przepuszczać emocji, nie czuć siebie.

Dlatego właśnie w pracy tantrycznej – jeśli to ma być praca  na zaawansowanym i sensownym poziomie – potrzebna jest zarówno praca z seksualnością, czy energią, jak też praca pod kątem terapeutycznym. Przy czym nie chodzi tu o to, żeby komuś robić psychoterapię, tylko o to, aby zwracać uwagę na własne reakcje emocjonalne i stojące za nimi mechanizmy, bowiem to one teraz nas blokują i bez pracy nad nimi dalej będą.

Seksualność dziecięca

Przykładem jest praca nad seksualnością. Dzieci mają naturalną seksualność. Zarówno dziewczynki jak i chłopcy wyrażają swoje zainteresowanie własnym ciałem i płynącą w obcowaniu z nim przyjemność. Jest to naturalne. Ale sygnały, które dziecko otrzymuje od otoczenia przeczą tej prostej naturalności. Informacje typu: „Ręce na kołderce”, przekazują dziecku wiadomość, o tym, że jest z nim coś nie w porządku, coś złego i że to zło czai się w obcowaniu z własnym ciałem, z jego przyjemnością. W naszym społeczeństwie sfera seksualna jest sferą tabu, czyli jest obłożona największymi zakazami. Nosimy w sobie mechanizmy związane z poczuciem lęku, kiedy to pojawia się nasza naturalna seksualność. Każde z nas jako dziecko odczuwało energię seksualną i chcieliśmy to w swobodny sposób eksplorować, ale cały czas byliśmy w takich momentach zatrzymywani. I to w nienaturalny sposób. Nikt nam nie tłumaczył, co to jest i dlaczego ewentualnie nie wolno czegoś robić, tylko otrzymywaliśmy przekaz pełen niedomówień, za to przesycony niewyrażonymi emocjami dezaprobaty. Nawet już nie chodzi o to, czego nam rodzice zabraniali, ale jak to robili. Czasem nawet nic nie mówili, ale ich reakcje, sposób bycia, patrzenia, tzw. komunikaty pozawerbalne, wystarczały już nam, aby wzbudzać w nas nieuzasadniony lęk. Jak coś spsocimy i dostaniemy za to burę, to reakcja rodzica wydaje nam się jasna, ale kiedy sygnał od rodzica dotyczy sfery seksualnej, zwykle stoi za tym coś niejasnego i wieloznacznego. Dziecko świetnie wychwytuje wszelkie emocje i po postu czuje, że coś tu jest nie tak. Takie informacje odcinające naszą seksualność sprawiły, że wzrastaliśmy w takim dziwnym poczuciu, że jest coś takiego, nie wiadomo gdzie, coś ekscytującego i ciekawego, ale z drugiej strony jakby było to nie w moim ciele, jakby to mnie nawet nie dotyczyło! Jakby to coś (nasza seksualność) była gdzieś w kosmosie, czy na księżycu… Podobnie jak z bogiem; pozostajemy z nim w ciągłym na wpół świadomym dialogu, a jednocześnie zachowujemy się tak jakby go nie było.

Wzorce seksualności

Seksu nie należy ruszać, nie można go dotykać, ani o nim mówić. I kiedy dochodzimy już do rozwoju nastolatka, osiągamy dojrzałość do prokreacji okazuje się, że spada to na nas jak z księżyca. Kiedy w trakcie prowadzonych przeze mnie zajęć w szkołach średnich, z zakresu wychowania do życia w rodzinie, pytałem młodzież o to skąd wiedzą jak wygląda miłość seksualna, to większość odpowiadała: „z filmów porno” oraz „od starszych kolegów”. Ja też tak miałem. Najpierw coś zasłyszałem w wulgarnej formie, potem zobaczyłem na filmie jak to się robi. Jeżeli nasze informacje na temat tego, czym jest seks i jak wygląda pochodzą z takich źródeł jak pornografia, nie mamy się co dziwić, że potem para młodych ludzi próbuje w swojej alkowie odtworzyć to, co widziała wcześniej na filmie. On widział, że musi być macho, musi być mocny, szybki i silny, a ona musi jęczeć z rozkoszy. Ponieważ taki obraz jest w praktyce nierealny, powstaje między kochankami napięcie, które budzi frustracje. Problem w tym, że często zdarza się, iż takie obrazy, z braku alternatywnych źródeł informacji, pozostają nam na długo w głowie. Seks staje się nieudaną próbą odtwarzania pozorowanych scen z filmów. Czasem mijają lata zanim możemy uwolnić się od stereotypu filmowego macho i lalki barbie. Nawet jeśli czujemy, że takie podejście jest zbyt przedmiotowe, często nie wiemy jak można inaczej. Szukamy nowych pozycji, miejsc, ale ciągle czujemy, że nie oto w tym wszystkim chodzi. Czasem na taki problem słyszymy tylko: „Wystarczy żebyście się Kochali”. Informacja ta jest piękna, ale często niewystarczająca. W naszym wychowaniu seksualnym cierpimy na brak dobrej i profesjonalnej wiedzy na temat tego, jak może wyglądać miłość kochanków, że może być ona piękna, a spotkanie dwojga ludzi może być ciepłe, magiczne, pełne uczucia. Miłość taka może być również niewinna i dobra, pożyteczna i zdrowa. Polega ona na subtelnym odkrywaniu własnej przyjemności i może dzięki temu nieść czystą radość. W zamian mówi się, że to jest złe i że lepiej tego nie robić, albo w ogóle nic się nie mówi pozostawiając to swojemu losowi, czyli skazując na przypadkowe, bazujące na pornografii uświadamianie.

Wstęp do pracy tantrycznej

Na warsztatach tantry bierzemy pod uwagę różne czynniki. Pracujemy z odreagowywaniem napięć w ciele, tych bieżących i tych chronicznych. Również tych powstałych w sferze seksualności. Ale nie poszukujemy traumatycznych historii – chyba, że się same pojawią – tylko pracujemy z ciałem. Np. jedną z najbardziej zablokowanych części naszego ciała jest miednica, którą praktycznie nie ruszamy. Nawet u bardziej predysponowanych do ruchu miednicą kobiet, widać jak ogromny zastój w energii blokuje jej naturalne i swobodne poruszanie. Podobnie jest z szyją, karkiem, gardłem, przeponą, klatką piersiową i brzuchem. Z tymi blokadami wiąże się inny podstawowy aspekt pracy jakim jest swobodne oddychanie. Zwykle w dzieciństwie blokowaliśmy emocje wstrzymując oddech i tak nam zostało.

Praca z odblokowaniem wiąże się z kilkoma rzeczami: Trzeba się troszkę otworzyć na emocje. Każdy z nas się tego boi. Kiedyś, czy to w dzieciństwie czy nawet później, byliśmy otwarci, ale często zdarzało się coś, co przynosiło ból. Dlatego właśnie się zamykaliśmy i zamknęliśmy się na bardzo długo. Sprawia to teraz, że boimy się otworzyć, bo wydaje nam się, że otwarcie wiąże się z bólem.

Problem jest w tym, że nawet jak chcemy się otworzyć, to nasze mechanizmy obronne reagują i same nas zamykają. Chcę być otwarty, jednak wystarczy, że coś mi się przypomni, zdarzy, nawet poza kontrolą mojej świadomości, ale gdzieś mnie dotknie i mechanizmy same zamykają nas w sobie. Dlatego w tantrze pamiętamy o tym, żeby dbać o siebie na bardzo głębokim i delikatnym poziomie. Dbamy o nasze uczucia i emocje. Dlatego, aby przejść realnie cały ten proces, potrzebujemy z powrotem wrócić do naszego dziecka w sobie i do dziecięcej seksualności.

Czasem się zdarza, że przyjeżdżający na warsztaty ludzie myślą, że tu będzie jakiś seks czy kama sutra, tego jednak nie ma. Myślą też, że zdobędą narzędzia pt. jak się kochać godzinami i mieć wiele orgazmów. Co do tego mają rację, tylko, że aby kochać się godzinami z multiorgazmami, trzeba najpierw wrócić do seksualności dziecięcej, do niewinności w sobie, rozluźnić się. A to w rezultacie przełoży się na całe życie.

Tantra na dziś

Dochodzimy do możliwości, które daje nam Tantra. Zacznijmy od wizyty w alkowie. Jeśli dotrzemy do dziecka w sobie i jego seksualności, a następnie pozwolimy jej się w naturalny sposób rozwinąć, to okaże się, że dotkniemy swoich głębokich potrzeb. A te nijak nie odzwierciedlają filmów pornograficznych. Okaże się, że każdy z nas potrzebuje ciepła, bliskości. Już sam dotyk ukochanej osoby powoduje wydobywanie się, rozluźniającej nas, oksytocyny. Pary pozostające w ciepłej, bliskiej relacji, w której jest dużo czułego dotyku, nie potrzebują często uprawiać seksu. Wystarczy, że są blisko, pozostają uważni wobec siebie, że się dotykają, obejmują, dzięki czemu uzyskują zaspokojenie i rozluźnienie. To bardzo ważna rzecz, aby pary pozostawały w bliskości fizycznej. Takim parom łatwiej jest znosić wzajemne napięcia. Nawet naprawdę trudne momenty przechodzą razem, bowiem ich bazą jest odczuwalna bliskość fizyczna. Znów można było by powiedzieć, że przecież najważniejsza jest miłość i to ona pozwala przetrwać, ale przecież każdy z nas kojarzy scenę, w której kochający się ludzie po kłótni rozchodzą się po domu, izolując się w sobie z dala od partnera. Taka sytuacja na dłuższą metę, bądź powtarzająca się częściej staje się toksyczna. Potrzebna jest więc czułość fizyczna, nawet jak się o coś kłócimy. To trudne, ale to działa i warto o to zadbać.

Przeczytaj część drugą wykładu>>>

 

Powrót
Newsletter

Facebook

Relacje

Copyright © TantraLove.eu / Strona wykorzystuje pliki Cookies, więcej o tym w Polityce prywatności.