Oferty specjalne

Nadchodzące wydarzenia

Polecane artykuły w prasie

» Głęboka Miłość – Raj utracony?

Doświadczenie „głębi”

Być może spotkaliście się już z pojęciami „głęboka ekologia”, czy „głęboka demokracja”? – oznaczają one nie tyle jakąś bardziej prawdziwą naukę bądź jakiś „głębszy” system działań. Przymiotnik „głęboki” w tym znaczeniu każe zmienić perspektywę podejścia do znanego nam już opisu rzeczywistości. Wnosi o skupienie na nierozerwalnej, nie poddającej się analizie, całości zjawiska. Np. „Głęboka ekologia” zakłada, że człowiek zamiast odnajdywać siebie w relacji z przyrodą, (do czego namawia ekologia) odnajduje przyrodę w sobie. Rozszerza, czy właśnie pogłębia poczucie swojego przedmiotowego ja na podmiotowe doświadczanie przyrody w jej przepływie. Takie doświadczanie siebie zmienia naszą rzeczywistość całkowicie, bowiem leczy z podstawowej opartej na strachu, choroby wyobcowania.

Podobnie głęboka demokracja, która nie tylko zakłada, jak to jest w typowej demokracji, że każdy głos się liczy (ale wygrywa większość), lecz, że możliwe jest takie rozwiązanie konfliktu, które zaspokaja główne potrzeby wszystkich, w tym mniejszości. Szanując indywidualny charakter każdego, wnosi perspektywę danej grupy jako jednego organizmu.

Pytanie o Miłość

Czemu więc miałaby służyć pojęcie „głęboka miłość”, jeśli już miłość sama w sobie jest dla nas wystarczająco enigmatyczna, powikłana, często trudna, czasem niedostępna, albo w ogóle w nią nie wierzymy? To, co tu pogłębiać i po co?
Pytanie o miłość jest pytaniem o charakterze delikatnym, dotyczy intymnej sfery człowieka, prawie tabu. Jest też pytaniem trudnym, bowiem dotyka ran powstałych w konfliktach z rozczarowującym nasze wewnętrzne dziecko światem. Wymaga, więc odwagi starcia się z demonami przeszłości. Nie zawsze każdemu to może w danej chwili służyć. Może to, bowiem naruszyć zbudowane przez lata mechanizmy obronne pozwalające trzymać naszą osobowość w kupie (sic!).

Pytanie o głęboką miłość jest pytaniem o pełnię szczęścia.

Zauważmy, że zakończenia wielu archetypowych baśni mówią o odnalezionym bogactwie, zdrowiu i miłości: „ … i żyli długo i szczęśliwie”. Można powiedzieć, to tylko bajki…, ale zgodzimy się chyba, że te przekazywane z pokolenia na pokolenie historie odzwierciedlają najgłębsze, a zarazem najprostsze ludzkie potrzeby: pokonania lęku i odnalezienia sensu w życiu. A także pokazują nasze najgłębsze pragnienia: zdrowe dostatnie życie w miłości. Przyzwyczailiśmy się przechodzić nad prostymi pytaniami obojętnie. Określamy je mianem banałów i idziemy zająć się ważniejszymi sprawami. Prawda jest taka, że boimy się zatrzymać i serio zapytać się siebie: czym jest dla mnie szczęście? I jak wiele zajmuje w nim miłość? Boimy się, że będziemy musieli zweryfikować swoje postępowanie, albo będziemy zmuszeni przyznać się, że udajemy przed sobą i innymi, że jesteśmy „naprawdę” szczęśliwi.

Czym więc jest szczęście?

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że każdy realizację szczęścia upatruje w czymś innym. Jedni chcą wyjechać zagranice, inni wręcz przeciwnie, zbudować dom w rodzinnym mieście, ktoś chce robić karierę, inni od wyścigu szczurów trzymają się z dala. Różne historie osobiste determinują różne potrzeby. Niemniej jednak pewne pragnienia są wspólne. Wszyscy chcemy zdrowia i zabezpieczenia materialnego, a także dobrych relacji z najbliższymi.

O ile ze zdrowiem i pieniędzmi jest generalnie coraz lepiej, za czym stoi postęp techniki i rozwój gospodarczy, o tyle z relacjami bywa różnie. Każdy z nas stara się jak może, ułożyć sobie życie tak, aby jak najmniej w nim cierpieć. Używamy do tego znanych, choć nieuświadomionych do końca sposobów unikania trudnych emocji czy przeżywania uczuć. Wstrzymujemy oddech, spinamy mięśnie i przeczekujemy…, a potem uciekamy od trudności w relacjach w pracę, alkohol, telewizję. Idziemy na kompromis z własnym marzeniem o miłości. Wygasa namiętność, zostaje przywiązanie, zamiast zaangażowania obojętność, zamiast intymności przyzwyczajenie.

Wydaje się, że taki schemat to norma. W zachodniej cywilizacji ponad połowa małżeństw kończy się rozwodem, przy czym wskaźnik ten wciąż rośnie. Naukowcy twierdzą, że miłość to chemia, a ta między kochankami działa od 6 miesięcy do góra trzech lat. Potem wygasa i zostaje… kalkulacja. Na ile nam się opłaca z kimś być, a na ile nie. Na ile dojrzeliśmy już do życia rodzinnego, a na ile wciąż boimy się uwikłać. Psychologowie twierdzą, że obecne czasy produkują pokolenie narcyzów; albo szybko zaspokajamy potrzeby, albo zabieramy zabawki. Przytoczony wcześniej wskaźnik o nieustającym wzroście liczby rozwodów zdaje się to potwierdzać. Z drugiej strony docenić trzeba fakt, że w obecnych czasach o wiele łatwiej jest wyjść z tzw. toksycznej relacji i dać swym marzeniom kolejną szansę.

Czy marzenia są dziecinne?

W ten sposób wracamy do pytania czym jest dla nas szczęście? Przy czym warto jest poświęcić na to pytanie nieco czasu. Jeśli mamy już wypracowaną gotową odpowiedź (np. wspaniała rodzina, duży dom, pieniądze), zadajmy kolejne pytanie: a czym jeszcze? I jeszcze? Dodatkowe pytania są ważne, bowiem zbyt często pierwsza odpowiedź pochodzi z naszej, (będącej owocem rodziców, szkoły i mediów) uspołecznionej mentalności. Dzięki dodatkowym pytaniom, będziemy mięli szansę dotrzeć do marzeń pochodzących z dzieciństwa, które wciąż w każdym z nas są, czekając na swój czas. Choć wydaje się, że w ogóle marzenia są dziecinne, to pozostają takimi dopóki nie da im się szansy dojrzeć.

Już od urodzenia człowiek komunikuje swoje potrzeby. Zarówno fizjologiczne jak i psychiczne. W zasadzie na tym etapie trudno je rozróżnić. Potrzeba jedzenia jest tożsama z poczuciem bezpieczeństwa i bliskości. Wydalanie wiąże się z poczuciem uwagi i akceptacji. Wydaje się, że wszystko sprowadza się do potrzeby bycia kochanym od początku do końca. Ponieważ jednak samym rodzicom brakuje poczucia pełnej akceptacji siebie trudno jest im przekazać ją dziecku. Sam instynkt wprawdzie wystarcza by wychować człowieka, jednak własne lęki związane z miłością rzutują na odczucia i przyszłą postawę dziecka. Oceniamy i krytykujemy dzieci na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Używamy systemu nagród i kar jakbyśmy przekonani byli, że z dzieckiem samym w sobie jest coś nie tak, więc musimy je zaprogramować. Mówimy mu jak ma się zachowywać i jakie ma być a jak nie, dając tym samym sygnał, że istocie w dziecku nie ufamy. W rezultacie dzieci również przestają sobie ufać, aby móc przystosować się do wymagań dorosłych muszą odrzucić siebie. Ponieważ jednak w każdym z nas drzemie nasza prawdziwa natura, cierpimy. Jesteśmy w piekle izolacji od samych siebie. W dorosłym życiu rozglądamy się dokoła i aż czasem trudno jest nam uwierzyć, że szczęście może polegać na czymś innym niż brak nieszczęścia.

Raj utracony

Potrzeba miłości jest jednak immanentna. I nie ma w tym nic dziwnego. Stoi bowiem za nią nasza natura, akceptująca siebie, swoje ciało i seksualność z prawem do istnienia, do bycia takim, jakim się jest. To nasz raj utracony. Przywołuję tu pojęcie raju nie bez powodu. Możemy traktować raj jako zewnętrzną gdzieś istniejącą krainę, albo jako miejsce w nas z którego postrzegamy wszystko dokoła w tym i siebie. Z tej perspektywy zarówno pojęcie raju jak i piekła nabiera bardziej pragmatycznego wymiaru. Piekłem – zgodnie zresztą z mitami religijnymi – będzie wyobcowanie, wieczna samotność, brak miłości. Strach. Poczucie winny. Brzmi to jak opis współczesnej kondycji ludzkiej psychiki. Rajem będzie poczucie szczęścia, miłość, życie w harmonii z innymi i ze wszystkim co nas otacza, z roślinami, ze zwierzętami i ziemią. Już sam fakt, że w opisie Edenu pojawiają się i rośliny i zwierzęta i ziemia, sugeruje, by nie poszukiwać jej gdzieś w abstrakcyjnym świecie, lecz tu i teraz. Jeśli wiemy już z geografii, że jako takiego miejsca nie ma nigdzie, oznaczać to może, że jest wszędzie, czyli dokoła nas

Wygnanie z Raju

Co więc wpływa na to, czy nasze życie postrzegamy jako piekło bądź raj? Mnie niezmiennie przyciąga fakt, że wyrzucenie z raju wiąże się ze spostrzeżeniem, że ludzie są nadzy i się tego zaczynają wstydzić. Wskazuje to na moment utraty akceptacji samych siebie takimi, jakimi jesteśmy. W micie tym pada sugestia przekazywana potem z pokolenia na pokolenie jak piętno rodem z piekła, że jest w nas coś, co jest nie takie, nie w porządku. Przestajemy kochać siebie w pełni, przestajemy siebie akceptować. Zaczynamy na podobieństwo Wielkiego Sędziego, krytykować się wzajemnie i siebie samych. Zmienia się perspektywa. Czujemy się coraz bardziej samotni, niezrozumiani, niechciani i niekochani. Efekt w postaci np. masowych ludobójstw jest tylko zewnętrzną konsekwencją braku miłości.

Ciało pochodzi z Raju

To jest obraz drogi w jedną stronę, jak więc w tym kontekście może wyglądać odnalezienie raju? Jeśli przyjmiemy, że raj jest perspektywą związaną z postrzeganiem rzeczywistości, to kluczowym momentem wydaje się być proces samoakceptacji. Uleczeniem poczucia wyobcowania, odrzucenia siebie, będzie pokochanie się.

Wstyd dotykający ludzi dotyczy ciała. Ciało należy do ziemi, a więc jest częścią utraconego raju. Odrzucając własne ciało odrzucamy siebie. Tak więc pracując z ciałem, szukając jego siły, wyjątkowości i piękna zbliżamy się do jego przyjęcia takim jakim ono jest. Ale to nie koniec. Historia o zawstydzeniu pokazuje jeszcze jedną ważną kwestię. Patrząc na późniejsze obrazy związane z edenem, widać, że niektórych części ciała wstydzimy się bardziej niż innych. Niewiele się w tej kwestii zmieniło. Wciąż bardziej lub miej wstydzimy się tzw. miejsc intymnych związanych z własną seksualnością. Wniosek jest taki, że wstydzimy się nie tyle samego ciała, ale związanej z nim seksualności, czyli swojej seksualności. Wydaje się, że stosunkowo niedawno, bo niecałe 100 lat temu, człowiek Zachodu zauważył wiążące się z tym problemy. Można powiedzieć, że psychoterapia wzięła swój początek od obserwacji mechanizmów związanych z wyparciem własnej seksualności. Freud nie wyszedł jednak poza pacę z analizą, jednak jego kontynuatorzy – jak Wilhelm Reich – włączyli w proces terapii pracę z ciałem.

Powrót z wygnania

Patrząc na wygnanie z Raju, jako na wygnanie z własnego ciała, powstaje pytanie czy proces ten można odwrócić?

Czy jeśli wrócimy do swojego ciała, do odczuć z niego płynących to czy mamy szansę zbliżyć się choć trochę do utraconego szczęścia?

Zadajmy sobie jednak najpierw pytanie: Czy mam w ogóle jakiś wpływ na to czy jestem szczęśliwy czy nie?

Na ogół okazuje się, że szczęścia upatrujemy „na zewnątrz”, uzależniamy je od miejsca (np. Hawaje), czasu (np. wakacje) okoliczności (np. impreza, praca) bądź innych ludzi (dobry szef, mąż, żona, rodzina, przyjaciele) Trudniej nam jest przyjąć, że szczęście w pewnym stopniu jest zależne od nas, a już najtrudniej, że jesteśmy je w stanie sami wypracować. Zakładamy, że szczęście przychodzi z góry, a my niewiele mamy tu do gadania. Podobnie zresztą sądzimy o nieszczęściu, nie sądzimy, że sami możemy je sobie przysparzać, bądź tkwić w nim do upadłego. Nie wierzymy, że mamy tu jakiś wybór. Taki brak wiary we wpływ na własne życie zależny jest w dużej mierze od kultury wychowania. Rzadko się w Polsce zdarza, aby rodzic wspierał swe dziecko w rozwoju tak, aby nie wyrosło w poczuciu bycia ofiarą. Najlepiej to widać właśnie na przykładzie relacji z partnerem. Albo czujesz się ofiarą w związku i się z nim bądź z nią rozstajesz, albo przyjmujesz, że taki jest Twój los i nie pozostaje nic innego jak to zaakceptować i się z tym pogodzić. Z kolei religie, w których od pokoleń się wychowujemy, choć w teorii mówią o wolnej woli człowieka, w praktyce niewiele przestrzeni na jakiekolwiek wybory pozostawiają. Wszystko jest z góry nakreślone i stałe. Albo się podporządkujesz albo grzeszysz.

Trzecie wyjście

Czy jest więc trzecie wyjście? Inna droga? Praktyka, która nie pozostawiają nas na łasce losu, pozwala trwale i nowocześnie budować głębokie relacje z partnerem. Bez winy i wstydu cieszyć się pełnią zbliżenia z samym sobą i drugim człowiekiem?

I tu wracamy do głównego tytułu tego artykułu, do głębokiej miłości.

Zarówno w przypadku głębokiej ekologii jak i głębokiej demokracji, czy innych głębokich filozofii, odnaleźć można wspólny „głęboki” mianownik. To podstawowe pytania:

– Kim jestem? Czyli Kto Jest? I Kto Pyta?

Ciekawe jest to, że na ogół nawet nie próbujemy zadawać sobie takich pytań. Od razu pojawia się zniechęcenie, bo to albo zbyt banalne (przecież wiem, kim jestem!) albo przeciwnie zbyt trudne, nierozwiązywalne. Gdzie, więc szukać podpowiedzi? Ponownie sięgnijmy do „głębokiej” ukrytej w ludowej przypowieści mądrości.

Droga Bohatera

Zanim po wielu perypetiach śmiałek dotrze do ukrytego skarbu musi najpierw stoczyć walkę z demonami własnego strachu. To potwory, które trzymają śmiałka w klatce wyobrażeń własnego Ja. Pokonując lęk przed śmiercią, czyli rozpadem osobowości, utratą własnego życia, jakie znał do tej pory, bohater dostrzega Tajemnicę. Ale żeby ją odkryć potrzebuje się z nią zespolić, stać się z Nią jednym. Aby tego dokonać potrzebne jest stanie się Tajemnicą dla siebie samego. Wtedy śmiałek odnajduje Tajemnicę w Sobie. To trudna walka z przywiązaniami do własnego obrazu, który nosimy już od dzieciństwa, a który poprzez wewnętrzny dialog ciągle się w nas odtwarza. Ten obraz siebie zbudowany z pojęć jest wprawdzie kruchy, ale całościowy. Tzn. Otacza nas szczelnie zewsząd. Stąd brak wiary w sens przebicia się i dotarcia do Tajemnicy, która, choć za siedmioma górami i siedmioma lasami okazuje się nie być wcale tak daleko.

Pierwszą Tajemnicą na ścieżce głębokiej miłości będzie rozpoznanie siebie jako miłości, w praktyce oznacza to pokochanie siebie.

Oczywiście w teorii to nic nie znaczy. Pokazuje jednak, że ścieżka ta, choć wąska każdego prowadzi. Jak daleko na niej zajdziemy, zależy w dużej mierze od nas.

Rodzi się kolejne pytanie: czy istnieje praktyka wspierająca nas na ścieżce miłości?

I tu odpowiedzi będzie wiele. Tak jak i ścieżek do Tajemnicy.

Mapa powrotu do Raju

Wspomniane przed chwilą pokochanie siebie wiąże się niewątpliwie z pełną akceptacją poczynając od akceptacji swojego ciała. Ale aby je zaakceptować nie wystarczy afirmacja przed lustrem. Potrzebujemy poczuć siebie, poczuć życie w sobie, w swoim ciele. Ruszyć zblokowane napięcia i uwolnić się z klatki chronicznych napięć. Nie jest to prosta droga, ale w końcu jesteśmy na ścieżce Bohatera. Pojawia się demony które będą próbowały nas przestraszyć. Pojawia się emocje z którymi wolelibyśmy się nie kontaktować, pojawi się smutek, żal, gniew złość. Wszystkie wyparte uczucia stawią się przed śmiałkiem aby go/ją przestraszyć, aby zawrócić z drogi do skarbu, do raju utraconego, do domu, czyli do siebie.

Tak więc warto pamiętać, że droga do szczęścia nie zawsze jest taka radosna. Jednak mamy pewne wskazówki. Wszystkie są w nas. Sygnały które wysyła nasze ciało, są sygnałami wysyłanymi z Raju. Wołanie z wnętrza siebie. Z głębi miłości.

Dotyk Raju

Mityczna Podróż bohatera jest oczywiście alegorią podróży wewnętrznej. Często ci którzy wybierają się w taką drogę czują się zagubieni, nie wiedzą gdzie szukać dokąd iść. To część ścieżki na której odkrywamy siebie.

Historia biblijna pokazuje, że moment przejścia przez bramę raju jest związany z naszym ciałem. Z tej perspektywy pokuszę się o stwierdzenie ze to ciało jest kluczem do raju. Odnajdując się w swoim ciele odnajdujemy zagubiony klucz do domu. Czy potrafimy z niego skorzystać? W każdym bądź razie każdy ten klucz ma:)

Rodzi się jednak pytanie: jak akceptacja siebie, swojego ciała i jego seksualności wiąże się z prezentowanym przeze mnie wcześniej pojęciem głębokiej miłości?

Głęboka Miłość

Miłość podobnie jak inne uczucia doświadczana może być na różnych poziomach. Możemy o niej myśleć, mówić, albo odczuwać. Jednak kiedy o niej mówimy, pozostajemy tylko w tęsknocie za nią. W relacji utraconej. Jeśli jednak czujemy ją, to na ogół nie potrafimy jej nazwać. Twierdzimy że miłość jest transcendentna, ale jest tak dopóki pozostajemy na poziomie pojęć. Dopóki utożsamiamy siebie z mówiącym w głowie głosem dopóty nasze doświadczenie miłości nie może być głębokie. Bowiem miłość jako uczucie, nawet jak sama nazwa wskazuje, wiąże się z czuciem. A to związane jest z ciałem. Ciało czuje, głowa myśli. Czasem głowa myśli że czuje, ale to tylko powierzchowne emocje.

Miłość przenikająca wszystko, płynąca z Raju utraconego, daje się odczuć w pełni tylko poprzez nasze serce. A serce to, jest jak zamek w bramie Raju.

Otwórzmy zamek serca, kluczem ciała, a bramy raju staną przed nami otworem!

Powrót
Newsletter

Facebook

Relacje

Copyright © TantraLove.eu / Strona wykorzystuje pliki Cookies, więcej o tym w Polityce prywatności.