Oferty specjalne

Nadchodzące wydarzenia

Polecane artykuły w prasie

» Chcemy dzielić się miłością – Claudia

Chcemy się dzielić miłością

Artykuł ukazał się w jubileuszowym numerze magazynu „CLAUDIA” 5/2013

Wszyscy pragniemy, żeby ktoś wziął nas w ramiona, chcemy być szczęśliwi i oddawać się temu uczuciu – mówią Zosia i Dawid Rzepeccy, nauczyciele tantry, którzy kochają się tak, że ich miłość opromienia cały świat.

Pewnego dnia kobieta i mężczyzna wyruszyli w drogę. Każde oddzielnie. Aż wreszcie się spotkali. – Dlaczego wędrujesz? – kobieta zapytała mężczyznę. On odpowiedział: – Nie pamiętam. Ale czuję, że wróciłem do domu. – Wówczas ona również zrozumiała, że nie musi już dłużej wędrować, bo także dotarła do celu. Postanowili zostać ze sobą. I wypiekać chleb, i dzielić się tym chlebem z innymi. A w ludziach, którzy go jedli, kiełkowała miłość. Tak o początkach swojej historii myślą Zosia i Dawid.

W warszawskim mieszkaniu Zosi i Dawida Rzepeckich nie ma telewizora ani kanap. Są materace i miękkie poduchy. – Ponoć gdy mężczyzna ma spotkać kobietę życia, śni mu się bogini. Któregoś dnia miałem sen: jestem w pełnej wody sali tronowej, a na tronie siedzi bogini. Podpływam do niej, klękam. Bogini całuje mnie w usta. Kilka dni później spotkałem Zosię – opowiada Dawid, absolwent filozofii, trener rozwoju osobistego, nauczyciel tantry. Zosię, która wówczas kończyła psychologię, poznał na warsztatach terapeutycznych w Warszawie. Gdy przyszedł czas na pracę w parach, Dawid prosił w myślach: „Wybierz mnie!”. – Dawid – zdecydowała wtedy Zosia. Spojrzeli sobie w oczy. – W ramach ćwiczeń trzymaliśmy się za ręce. Poczułam jego energię – wspomina Zosia, a Dawid dodaje: – Przytuliliśmy się do siebie, ot tak, bez seksualności i poczułem błogość…

Dawid był właśnie po rozwodzie, gdy postanowił: „Żadnych kobiet, pół roku celibatu”. – Potrzebowałem przerwy przed próbą stworzenia kolejnego związku – mówi dziś. – Nie chciałem romansów, które dawały wiele przyjemności, ale nie odpowiadały moim tęsknotom za prawdziwą miłością, czułością i akceptacją – wspomina Dawid. Zosia o napotykanych mężczyznach wciąż myślała: „Może to ten jedyny?”, ale nigdy nie był. Bała się miłości, bała się zaufać, otworzyć się. – Zawsze tęskniłam za związkiem opartym na zaufaniu i szczerości. Takim, w którym jesteśmy partnerami, kochankami i przyjaciółmi. Pragnęłam miłości, żebym mogła się „rozpłynąć”, „oddać” i być przyjęta w pełni. Wierzyłam, że gdzieś jest mężczyzna, o którym śnię. Bo też miałam sny o miłości – opowiada. Wtedy na warsztatach chciała popracować nad tym, aby na nowo zaufać mężczyźnie i otworzyć się na uczucie. Miała za sobą trudny związek, myślała, że nie jest już w stanie uwierzyć w miłość, a co dopiero przyjąć ją do siebie.

– W ramach ćwiczeń Dawid miał wypowiedzieć dwa proste słowa: „Kocham cię”. Moim zadaniem było przeżyć emocje, które się pojawiły. Bałam się, że słowa – jak ostry nóż – zadadzą śmiertelny cios. Usłyszałam: „Kocham cię” i rozsypałam się w drobny mak. Poczułam miłość. Przeszyła moje serce i otworzyła na oścież. Nie miałam już przed czym się chować. Oczywiście wiedziałam, że mężczyzna naprzeciw mnie wypowiedział te słowa, bo tak się umówiliśmy. A jednocześnie doświadczyłam zaufania i miłości przepływającej między dwojgiem ludzi – tłumaczy Zosia. Po zajęciach wrócili do swych domów i nie mogli o sobie zapomnieć.

PO ZAJĘCIACH WRÓCILI DO SWOICH DOMÓW I NIE MOGLI O SOBIE ZAPOMNIEĆ

Dawid zafascynowany Zosią natychmiast zaczął działać. – Nie wytrzymałem dnia rozłąki. Już w poniedziałek, tuż po warsztatowym weekendzie, zaprosiłem ją do siebie. Przy kawie według pięciu przemian i smażonych bananach z cynamonem, czuliśmy się zauroczeni chwilą i sobą. Umówiliśmy się więc na następny dzień. Zosia miała czas późnym wieczorem, więc zaproponowałem, żeby została i przenocowała w drugim pokoju. Nie wierzę w to do dziś, ale jeszcze tego samego dnia zamieszkaliśmy razem. Nie chcieliśmy się rozstawać nawet na sekundę – opowiada Dawid.

Kolejnej nocy spanie w osobnych pokojach wydawało się zbyt trudne. Zostałem z Zosią, położyłem się na podłodze. Trzymaliśmy się za ręce. W środę musieliśmy spojrzeć w oczy faktom. Wpadliśmy w siebie po brzegi. Dopełnialiśmy się jak nigdy z nikim. Tym razem naprawdę powiedziałem Zosi, że ją kocham, i wówczas to ja rozsypałem się w drobny mak – wspomina Dawid. Kolejną noc spali w jednym łóżku, nadzy, przytuleni. Nic więcej. Spełniło się marzenie Zosi: – Cieszył mnie delikatny, niewinny dotyk. Czułam się tak, jakbym nigdy wcześniej nie była dotykana przez mężczyznę – wyznaje Zosia. – To było jak układanie mandali – dodaje Dawid. – Ręka pasowała do ręki, noga do nogi. Jakbyśmy się stapiali. Nie zmrużyłem oka, rano wstałem jednak rześki, niewiarygodnie wypoczęty. Zosia też nie spała, przeżywała to samo – opowiada Dawid. – Tamta noc przypominała głęboką medytację.

ZROZUMIELI, ŻE TO, CO IM SIĘ PRZYDARZA JEST WIELKĄ TAJEMNICĄ

– Już wiedzieliśmy: jesteśmy sobie przeznaczeni. Odnaleźliśmy się – wspomina Zosia. – Wchodząc do mieszkania Dawida, poczułam się jak u siebie w domu. Pomyślałam, że mogłabym tu zamieszkać. Działo się coś wyjątkowego, ważnego, a mężczyzna, którego spotkałam, był niezwykły. Nie próbowałam zrozumieć tego, co będzie. Cieszyłam się chwilą – opowiada Zosia. – Wszystko, co razem przeżywaliśmy, układało się jak puzzle. Nasze ciała wiedziały, jak być ze sobą blisko, jak się przytulać, zasypiać. Odkrywałam, że to, o czym kiedyś śniłam, działo się między nami naprawdę. Rok później Zosia i Dawid zaręczyli się. – Leżałam w wannie. Dawid mył mnie białą, falbaniastą gąbką. W pewnej chwili położył ją na mojej głowie. „Wyglądasz, jakbyś miała welon” – wyszeptał i się oświadczył – wspomina Zosia.

Niedługo po tym w ich życiu wydarzyło się coś bardzo ważnego. Zachęceni przez znajomego pojechali na pierwsze w swoim życiu warsztaty tantry. Prowadzący je nauczyciel od razu wyczuł fluidy unoszące się miedzy Zosią a Dawidem. Stwierdził: „Jesteście urodzonymi tantrykami!”. – Wszystko, co działo się miedzy nami, to była czysta tantra. Czyli energia miłości płynąca między kochankami: od dotyku, poprzez seks, emocje aż po więź duchową – tłumaczy Dawid. Zosia dodaje: – Dopiero na warsztatach dowiedziałam się, co to jest tantra. Wtedy zrozumiałam, ze to nasza wspólna ścieżka. Moja i Dawida.

Któregoś dnia Zosia i Dawid zadali sobie pytanie: „Jak ma wyglądać dzień naszego ślubu?” i dali się ponieść wyobraźni. Zielona łąka, w tle las, bliscy wokół ogniska. A wśród nich – oni dwoje, trzymający się za ręce. To marzenie spełniło się co do joty. Dzień przed zaślubinami goście zebrali się przy ognisku. Zosia wrzucała zioła do ognia, znajomi grali na bębnach, a później odbyło się oczyszczające chodzenie po rozżarzonych węglach. Wieczór panieński i kawalerski upłynął w gronie najbliższych, którzy w świetlę świec dzielili się wspomnieniami pierwszych wzruszeń, miłości i szczęścia. – Kobiety, wspierając mnie, odprowadziły do ukochanego – mówi Zosia.

W dniu ślubu mężczyźni i kobiety utworzyli osobne kręgi. Na polanie, pod baldachimem z chusty, Zosia stanęła przed Dawidem w zwiewnej, białej sukience. On był w białej koszuli. Założyli sobie wianki na głowy. Siedząc naprzeciw siebie, kołysali się w ciszy. Ruchem rąk Zosia dawała energię i miłość Dawidowi, a on spokojnie ją przyjmował. Potem odwrotnie, aż padły najważniejsze pytania. – Zosiu, czy weźmiesz sobie mnie za męża? – Dawid zapytał pierwszy. – Dawidzie, czy weźmiesz sobie mnie za żonę? – Zamiast obrączek ofiarowali sobie amulety. – Niektórzy pytali, jaki będzie nasz ślub. Orgia? Będziemy się kochali na oczach wszystkich? Mylnie tantrę kojarzymy z seksem. Tymczasem to przepływ energii między partnerami. Mężczyzna daje moc obecności, kobieta moc miłości. Tantra to miłująca obecność – tłumaczy Dawid.

W podróż poślubną pojechali do Indii, kolebki tantry. Tam poczuli, że pragną dzielić się tą miłością, która ich połączyła. Potrzebowali jednak czasu, by do tego dojrzeć. – Po powrocie z Indii sprzedaliśmy mieszkanie w mieście, wyprowadziliśmy się na wieś. Zaszyliśmy się w lesie, w drewnianym domku. Prawie przez rok nie wyściubialiśmy z niego nosa. Chcieliśmy wejść na inny poziom duchowości. Odkryć nową jakość – mówi Zosia. Po miesiącach odosobnienia poczuli się gotowi, by obwieścić światu swoją ideę. Przenieśli się do Warszawy i stworzyli warsztaty Tantra Love. Prowadzili je wspólnie. Na stronie internetowej www.tantralove.eu napisali, co dają ich warsztaty. Na warsztatach nie ćwiczymy pozycji z Kamasutry, nie uprawiamy seksu. Tworzymy bezpieczną przestrzeń, w której można wejrzeć w swoje emocje – zgodnie zastrzegają.

Już po pierwszych zajęciach, które wspólnie poprowadzili, w świat poszła wieść, że dzieją się na nich prawdziwe cuda: single odzyskują wiarę w miłość, pary, które miały się rozstać, odnajdują się na nowo. – Jak Kasia i Marek. Na warsztatach od razu było widać, że to raczej nie była jego decyzja. Wyglądał na obrażonego, z nikim nie chciał rozmawiać – przypomina sobie Zosia. – Po kilku zajęciach okazało się, że on i Kasia są na granicy rozwodu i nie wiadomo, co tu robią. Tak przynajmniej twierdził Marek. Kasia chciała dać im jeszcze szansę, nie tak łatwo przekreślić dwadzieścia wspólnych lat. O tantrze usłyszała od koleżanki. Terapia z ponadtysiącletnią tradycją? Brzmiało interesująco, a zaszkodzić nic już im nie mogło. Przyjechali więc do nas. Po tygodniu byli już innymi ludźmi. Wróciła ciekawość siebie i tego, co jeszcze między nimi może się zdarzyć. Chichotali, szeptali, obejmowali się. Pojechali do domu z nową energią – cieszy się Zosia. Takich „odratowanych” par są setki.

Dawid czasem żartuje: – Przychodzą do nas jak do jubilera, abyśmy wyczyścili ich niczym biżuterię rodową. Wychodzą błyszczący. „Ozdrowieni” wymieniają się opiniami na internetowym forum. Anna, od dwudziestu lat w związku z Michałem, napisała: „Co mi dały warsztaty? Michała mi znów dały! Czuję się, jakby mi z serca buchało światło”. – To nie są czary-mary, tantra przywraca utraconą bliskość – mówi Dawid. – Pomagają w tym ćwiczenia: patrzenie w oczy, przytulanie się, głaskanie… – wylicza Dawid.

– Bywa, że pary na warsztatach mogą być bliżej ze sobą niż w domu. Zwłaszcza jeśli utknęli w schemacie: praca, dzieci, telewizor. A problemy zamiatają pod dywan. My je wymiatamy! Często okazuje się, że nie jest tak źle, jak się wydaje. Umiejętność wysłuchania, jakie potrzeby ma druga strona, wiele zmienia. Na warsztatach pyta pary: „Czy związek jest dla was ważny? Czy choć raz w tygodniu wyłączacie telewizor, telefon, internet i jesteście tylko ze sobą? Przytulacie się, zwierzacie się, słuchacie wyznań. Na tym polega obecność. To ona, budując poczucie zaufania, jest kluczem do tantry”. – Najprościej zacząć od masażu. Zamykamy się w sypialni, zapalamy świeczki, kadzidła, puszczamy muzykę. Potem rozpoczynamy masaż, nie uprawiamy seksu. To ważne, żeby nauczyć się bliskości poprzez dotyk – uważa Zosia.

UWIELBIAMY, GDY NASZE CIAŁA PRZYTULAJĄ SIĘ, TAŃCZĄ RAZEM I MEDYTUJĄ W MIŁOŚCI

– W naszym związku głaskanie i masowanie się występuje obficie. Uwielbiamy, gdy nasze ciała przytulają się, tańczą razem i medytują w miłości. To, jacy jesteśmy sami i jak się zachowujemy, przenosimy na warsztaty – mówi Zosia. – Kiedy na przykład jedno z nas płacze albo się złości, nie pocieszamy się wzajemnie, ale jesteśmy ze sobą obecni. W ten sposób dajemy ujście naszym emocjom. Dopiero po odreagowaniu przytulamy się – tłumaczy Zosia. Najnowsza jej i męża propozycja nosi nazwę: seks tantryczny dla par. O co chodzi?

– W powszechnym odbiorze seks jest chwilą przyjemności. W tantrze udany, napełniający szczęściem seks to przede wszystkim czułość, więź duchowa i zaufanie. Takie podejście rodzi bliskość, której ludziom wciąż brakuje. Techniczna sprawność niezwykle się przydaje, ale nie stworzy więzi emocjonalnej. Są lepsze sposoby. Choćby na przykład kochanie się z otwartymi oczami, oczywiście w swojej sypialni, nie na zajęciach. Tantryczni kochankowie lubią patrzeć sobie głęboko w oczy, cały czas pozostając w kontakcie. Dla wielu osób to nawet trudniejsze niż wyrafinowana pozycja – uważa Zosia i zaraz uśmiecha się do wspomnień. – Kiedyś myślałam, że uprawianie miłości z ukochanym otworzyło we mnie nowe przestrzenie. Że nie ma już nic więcej poza poznaniem tajemniczego ogrodu. Odkąd poznałam Dawida, wiem, że Ogród Miłości jest ten sam, ale są w nim nieotwarte bramy i wciąż nowe owoce czekające na spróbowanie. Wspólne kroczenie drogą miłości nie ma końca. I to jest nasze największe szczęście.

Powrót
Newsletter

Facebook

Relacje

Mówili o nas:

  • tvp2_logo_9
  • sens_logo_czerwone_kopia
  • radio gdańsk
  • polska_the_times-logo
  • polsat cafe
  • logo_wrozka
  • logo_shape blue 1
  • logo_Focus
  • logo trendy
  • logo trójka
  • logo Claudia
  • gwiazdy-mowia-logo-300x107
  • Zwierciadło
  • logo-pr4
  • wprost-logo
  • logo natemat
  • logo rdc
  • nieznany_swiat - logo
  • uroda życia logo
  • joga magazyn logo
Copyright © TantraLove.eu / Strona wykorzystuje pliki Cookies, więcej o tym w Polityce prywatności.