Oferty specjalne

Nadchodzące wydarzenia

Polecane artykuły w prasie

» Tantra – radosny powrót do normalności – NIEZNANY ŚWIAT

TEKST: Z Zosią i Dawidem Rzepeckimi rozmawia Małgorzata Stępień

NIEZNANY ŚWIAT nr 3, 2015r.

Tantra – radosny powrót do normalności

Wokół tantry narosło wiele mitów i stereotypów. W rzeczywistości jest to królewska droga rozwoju osobistego, zwana też „jogą miłości”. Harmonizując kobiecy i męski pierwiastek, prowadzi do pełniejszej świadomości życia, pomagając tu i teraz urzeczywistnić duchowy raj. Otwiera czakrę serca, która staje się bramą do jedności ze Wszechświatem.

W chwili, gdy usłyszałem pierwszą historię miłosną,

Zacząłem cię szukać

Nie wiedząc, jakim byłem ślepcem.

Kochankowie nie spotykają się gdzieś w końcu;

Przez cały czas są w sobie.

Rumi (1207-1273) perski myśliciel suficki

Zacytowana piękna strofa z poezji Rumiego nie tylko doskonale wprowadza nas w klimat i filozofię, ale też sedno tantry. Zacznijmy jednak od historii Waszego spotkania się i związku, bo są one niezwykłe. Dzięki temu jesteście nie tylko teoretykami, ale i praktykami: dzielicie się własnymi doświadczeniami. No i wasza miłość zaowocowała właśnie kilkumiesięczną córeczką Gabrysią!

Zosia i Dawid: Los chciał, że dziesięć lat temu zakochaliśmy się w sobie od pierwszego spojrzenia, i nim minął tydzień zamieszkaliśmy razem. Nasze spotkanie poprzedziły mistyczne sny i przeczucia. Nie planowaliśmy tego: oboje mieliśmy za sobą trudne doświadczenia życiowe, rozwód, rozstanie… Tymczasem spotkanie siebie przeszło nasze najśmielsze marzenia! Tajemnicę szczęścia odnaleźliśmy w zaufaniu, bliskości i prostocie w relacji. Myśleliśmy, że już bardziej nie można kochać… A jednak nasza miłość stale rośnie: tantra i szkolenia z psychoterapii dały nam narzędzia, które powiększają jej doświadczanie. Więcej czujemy i rozumiemy, rzadziej się potykamy, a powroty do zdrowej normalności trwają krócej. Mamy poczucie, że chociaż nasze spotkanie było nam przeznaczone i ofiarowane, to o tym, co z nim robimy, decydujemy sami. Za swe powołanie uważamy nie tylko ciągły rozwój i dbanie o siebie, ale także dzielenie się tą wiedzą z innymi. Pragniemy wspierać bliskość, otwartość serca i intymność w budowaniu i pielęgnowaniu relacji partnerskich, bo dzięki temu świat staje się lepszy. Rosnące zainteresowanie naszymi propozycjami w kraju i za granicą uświadamia nam, że jest to uniwersalna potrzeba: warto zawalczyć o miłość i szczęście!

Czytelnicy „Nieznanego Świata” są wyjątkową grupą odbiorców. Nie musimy więc – jak to bywa w innych mediach – unikać takich pojęć jak „duchowość”, „energia” czy „czakry”. I – w przeciwieństwie do wysoce „oświeconych”, albo biernie przyjmujących „karmiczne” ciosy losu – lepiej rozumiemy, że duchowość nie jest smętną izolacją od życia, ale radosnym czerpaniem z oceanu obfitości, który Bóg stworzył na Ziemi. Trzeba tylko uwolnić zablokowaną energię, zgodnie z Waszym credo: Więcej życia w życiu!

Zosia i Dawid: Rzeczywiście, czasem obserwujemy, jak złudne poczucie bycia „oświeconym”, idzie w parze z oceną rozwoju duchowego innych, co w efekcie blokuje na wartościowe wglądy, płynące z tzw. „pola”. Energetycznie wszyscy jesteśmy tożsami, więc nie ma co wartościować. Ponieważ według tantry rozwój odbywa się w każdym kierunku, upadek z obłoków, gdy nie akceptujemy własnego cienia, jest bolesny. Nie istnieje moc bez słabości, czy miłości bez strachu. Dopiero dopuszczając do siebie takie trudne uczucia mamy dostęp do własnej pełni. Takie podejście zmienia perspektywę, inaczej żyjemy w niewoli emocji, kompleksów i przekonań. A te gromadzą się nie tylko w naszych umysłach, ale i w ciałach. Badania naukowe dowodzą, że istnieje pamięć komórkowa, przenoszona przez geny w kolejne pokolenia. A gdy do tego dochodzi traumatyczna historia osobista, mamy komplet! Dlatego trzeba zacząć od pracy z ciałem: rozluźnić je, uwalniając fizjologiczne napięcia, istniejące w mięśniach, narządach i powięzi. W ten sposób usprawniamy oddech, przepływ krwi oraz działanie różnych enzymów. To z kolei udrażnia przepływ energii w ciele, uruchamiając proces uzdrawiania na wszystkich poziomach: fizycznym, psychicznym, energetycznym i duchowym.

Tantra – pod różnymi nazwami – była kwintesencją rytuałów kultu płodności i magii codziennego życia starożytnych. Już rysunki z paleolitu (20 tys. lat p.n.e.), kreślone na ścianach europejskich jaskiń, ujawniają symboliką tantryczną. Jednak najwyższy, bo podniesiony do rangi mistycznej filozofii poziom, osiągnęła w hinduizmie i buddyzmie Indii, Tybetu, Chin czy Japonii. Najstarszy spisany buddyjski traktat o tantrze pochodzi z VI wieku n.e.

Zosia i Dawid: Warto tu podkreślić, że tantra nie jest religią. Inaczej stanowiłaby osobny byt obok hinduizmu czy buddyzmu, a nie wchodziła w ich skład. To raczej zestaw narzędzi i sposób poszerzenia świadomości. W związku z tym nie jest tylko teorią, ale i działaniem. Dlatego nie można się jej nauczyć z książek, które jedynie opisują techniki oraz instrukcje ich wykonania. Nie jest też fantazyjnym wyobrażeniem: uwzględnia prawa przyrody, działanie spolaryzowanych energii. Odkrycia współczesnej fizyki, medycyny, fizjologii, anatomii czy chemii potwierdzają doświadczenia tej starożytnej tradycji. Dlatego świadome korzystanie z tantrycznej wiedzy o świecie i człowieku pozwala lepiej zrozumieć naturę otaczającej nas rzeczywistości i zachodzących w niej zjawisk.

Słowo tantra budzi skrajne emocje: jedni utożsamiają ją z wyrafinowaną erotyką, inni z orientalnymi rytuałami. Nam, ludziom Zachodu, wychowanym w religiach, w których seksualność bywa nie tylko tematem tabu, ale wręcz grozi piekłem, z trudem kojarzy się ona z duchowością. Zwłaszcza, gdy nie służy płodzeniu potomstwa.

Zosia i Dawid: Podczas gdy nasi europejscy przodkowie spółkowali pośpiesznie, w poczuciu winy i po ciemku, kochankowie ze Wschodu godzinami celebrowali radość połączenia, co oddali choćby w Kamasutrze. Tantra idzie jednak dalej: wschodnia mistyka ujawnia, że w seksualności tkwi olbrzymia moc. Pożądanie seksualne u mężczyzny pobudza pierwszą czakrę, a u kobiety drugą. Gdy partnerów łączy miłość, uaktywnia się także czakra serca. Te energie można przetransformować do wyższych centrów energetycznych, by służyły jako „paliwo” natchnienia, twórczości i duchowego rozwoju. Gdy na Zachodzie zaczęto interesować się seksualnością, Zygmunt Freud odkrył, że jednym z podstawowych motorów naszych działań jest właśnie energia seksualna. Jednak widział w niej zagrożenie, w przeciwieństwie do Wilhelma Reicha. Ten twórca psychoterapii somatycznej uważał, że zdrowy człowiek to ten, który może w pełni przeżyć odruch orgazmiczny. Energia ta nie ogranicza się jednak do strefy genitalnej, ale odżywia całe ciało. Takiego błogostanu doświadcza na przykład dziecko, ssąc pierś matki. Jako dorośli, wskutek gromadzenia napięć oraz kulturowej opresji seksualności, tracimy tę naturalną umiejętność pełnej ekstazy.

Obarczanie sfery seksu poczuciem winy i wstydu blokuje naturalny przepływ naszej energii życiowej. Tymczasem tantra, dzięki pełnemu szacunku podejściu ujawnia, że w naszych brzuchach kryje się nie demon, a skarb! To energia kundalini, zwinięta jak wąż u podstawy kręgosłupa. Pobudzona, wznosi się wijąc przez główne czakry i eksploduje czubkiem głowy. Jakie procesy energetyczne wówczas w nas zachodzą?

Zosia i Dawid: Każda czakra odpowiada jakieś przestrzeni naszego życia. Dzięki pierwszej – czakrze podstawy – mamy poczucie osadzenia na ziemi i kontaktu z ciałem. To przestrzeń przetrwania naszego gatunku, zdobywania pożywienia i rozmnażania. Jej funkcjonowanie  wpływa na to, jak radzimy sobie z różnymi „przyziemnymi” rzeczami: organizacją codziennego życia, pracą. Gdy energia podnosi się do drugiej czakry – tej w podbrzuszu – zaczynamy się wyodrębniać i dostrzegać innych. Powstają bardziej skomplikowane relacje partnerskie i emocje. Spotykając istotę innej płci, pragniemy stworzyć z nią dom. Seksualność tej czakry wzmacnia budowę gniazda. Następnie energia wędruje do trzeciej czakry – splotu słonecznego. Tu odnajdujemy siebie w relacjach z innymi, ze społeczeństwem. Uczymy się odróżniać własne potrzeby od cudzych: relacja z grupą kształtuje nasze poczucie wartości. Własną przestrzeń zakreślamy elastycznymi granicami, w których możemy poczuć się bezpiecznie i ufać sobie. Wtedy energia pnie się wyżej, do czakry serca. Pojawia się wzruszenie, miłość, czułość, empatia. Bez ugruntowania w trzeciej czakrze, w poczuciu własnej wartości,  nasza miłość to tylko afekty: nieprzytomne zakochanie i wielki lęk przed zranieniem, bo brak nam osadzenia w sobie. Tymczasem zaufanie do siebie i świata jest niezbędne, by otworzyło się serce! Teraz energia płynie wyżej, do czakry gardła, dzięki czemu potrafimy w pełni się wyrażać: bez lęku mówić o emocjach, potrzebach, ujawniać swą prawdę. Szósta czakra – trzeciego oka – umożliwia wgląd w to, co chcemy wyrazić. Ostatnia, siódma, umiejscowiona tuż nad czubkiem głowy, daje nam poczucie sensu życia i połączenia ze Wszechświatem. Kiedy więc energia płynie swobodnie przez drożne kanały, odczuwamy spełnienie w relacjach z partnerem, innymi ludźmi i światem. Jednak energia nie tylko wznosi się do Nieba, ale i spływa do Ziemi. Duch, czy też Wielka Tajemnica wnika przez siódmą czakrę, mówiąc nam (w szósta czakra) co mamy tworzyć (piąta czakra) dzięki miłości (czwarta czakra). Dlatego tak ważna jest czakra serca: łączą się tu energie Ziemi i Nieba. To tantryczny miłosny związek Wielkiej Matki i Wielkiego Ojca w każdym z nas.

Lata sześćdziesiąte zeszłego wieku eksplodowały wolną miłością „dzieci-kwiatów”: seks przestał być tematem tabu. W kolejnych latach wzrosła liczba związków partnerskich i rozwodów, spadło zaś zaufanie do instytucji małżeństwa. Nastała moda na zmienianie partnerów, zwłaszcza tych starszych na „młodszy model”. Wierność stała się anachronizmem a dziewictwo powodem do wstydu, co zaowocowało obniżeniem wieku inicjacji seksualnej. Z jednej skrajności wpadliśmy w drugą!

Zosia i Dawid: I dlatego współczesna tantra, w której pojawiają się różne elementy rozwoju osobistego, pomaga nam wrócić do tej naturalnej normalności. Uwalnia od szkodliwych uwarunkowań, wśród których dominują mało wyrafinowane techniki rodem z filmów porno i obsesyjne dążenie do orgazmów. Mężczyzna, który po dwudziestu minutach starań nie może dojść, albo przeciwnie – gdy ma zbyt szybko wytrysk – czuje się parszywie i niemęsko. A gdy i kobieta nie miała orgazmu, to już tragedia! Pasywne panie oczekują, że dostaną go w prezencie od swych aktywnych partnerów, a ci wierzą, że ich męskość zależy od sprawności w działaniu. Takie przekonania odbierają radość z głębokiego przeżycia intymnego zbliżenia. Tantra zaleca więc rozluźnienie i dostrojenie do siebie. Mężczyzna odpuszcza aktywną rolę macho: umie zwolnić i przyspieszyć kiedy trzeba, oraz wejść w przestrzeń subtelnej receptywności. Kobieta zaś aktywnie poszukuje przyjemności w kontakcie: oboje poddają się zmysłowości swoich ciał i otwierają na łączące ich uczucie. Dostrojenie pary umożliwia właśnie swobodny przepływ energii przez czakry. Następuje wówczas synergia i zjednoczenie, a partnerzy odczuwają świat razem: bez słów odgadują swoje myśli i potrzeby. Ta synchronizacja przekłada się na poziom uczuć, komunikacji i codzienne funkcjonowanie w domu, rodzinie, podczas gotowania czy w sypialni. Powstają wspólne idee, poglądy – jednym słowem: nowa tożsamość związku. Pogłębienie więzi erotycznej jest tu jedynie „wisienką na torcie”: podstawą jest akceptacja, prawdziwa obecność i doświadczenie miłości.

Wyrośliśmy w idealistycznej kulturze i religii, gdzie za świętego uchodzi człowiek bez skaz i wad. Widać to choćby podczas procesów beatyfikacyjnych, czy histerii wokół hipotez, że Jezus mógł mieć żonę i dzieci. Tymczasem w innych tradycjach, jak choćby szamanów z Syberii i Amazonii, a także w krajach Wschodu nie kryje się pełnego przywar charakteru tamtejszych mistrzów i bogów, podkreślając pokonywanie słabości w dążeniu do duchowości. Taki Kryszna kradł, kłamał i zdradzał, ale dzięki pracy nad sobą osiągnął boskość.

Zosia i Dawid: Bo paradoksalnie dostęp do złości warunkuje dostęp do miłości! Na przykład podstawowa energia kobieca w tantrze to Śakti, znana zarówno pod postacią dobrej bogini Parvati, jak i Kali – energii uwolnionej wściekłości. Zaakceptujmy więc to, że mamy prawo do słabości, żalu czy gniewu w sobie oraz w innych. Nie zaprzeczajmy im, nie wypierajmy, bo są częścią nas i naszych doświadczeń życiowych. Ponadto warto rozróżnić to, co popularnie nazywamy miłością, na wspomniany już afekt i uczucie. Afekt, czyli emocja to zauroczenie, zakochanie się, podczas którego – jak dowiedli naukowcy – wydzielają się hormony z grupy fenyloetyloamin, powodując euforię i „motyle w brzuchu”. Szalejemy wówczas za drugą połówką: nie możemy spać, jeść, pragniemy stale przebywać obok niej, przytulać czy uprawiać intensywny seks z pierwszej i drugiej czkary. Jednak po kilku miesiącach poziom tego hormonu spada. Do czterech lat działają jeszcze hormony budowania gniazda – endorfiny, ale i one z czasem słabną.  Dlatego związki zbudowane wyłącznie na emocjach zazwyczaj rozpadają się. Natomiast miłość, o której mówimy, emanuje z czakry serca: to uczucie empatii i akceptacji drugiego człowieka, płynące z poczucia pewności i wewnętrznego bezpieczeństwa. Naukowcy zauważyli, że wówczas organizm produkuje oksytocynę, zwaną „hormonem miłości i budowania więzi”. Wydziela ją podczas orgazmu, karmienia piersią, ale i – co istotne dla budowania długotrwałych relacji partnerskich – czułego dotyku. Gdy więc jesteśmy dla siebie czuli, produkcja tego hormonu nigdy się nie kończy!

Dla adeptów współczesnej tantry sporym zaskoczeniem bywa fakt, że aby rozwinąć w sobie duchowość, należy zacząć od pracy z ciałem…

Zosia i Dawid: Podobnie jak woda przybiera postać pary lub lodu, tak my również jesteśmy wielowymiarowi. Ciało jest po prostu zagęszczonym duchem, dlatego tak ważne jest równoprawne traktowanie tych sfer. Tymczasem wiele kobiet skupia się bardziej na uczuciowej stronie relacji, nie chcąc jej „brudzić” seksem. Mężczyźni z kolei mają tendencję do oddzielania erotyki od uczucia. Warto więc zaakceptować fakt, że seks splata się z uczuciem, tworząc prawdziwą i pełną miłość, która ugruntowuje nas w poczuciu wspólnego bycia „tu i teraz”. W naturalny sposób oddaje to charakter naszego istnienia na Ziemi: nie jesteśmy przecież ani zwierzętami, ani aniołami, tylko wcielonymi duchami, zakotwiczonymi w ziemi czakrą korzenia i sięgającymi nieba czakrą korony. Pomiędzy nimi przepływa energia życia i wyłącznie od nas zależy, jaka będzie jego jakość oraz smak!

Proces ten oddaje buddyjska metafora lotosu: energia życia jest zarazem energią seksualną, dzięki której wszystko wzrasta i rozmnaża się. Dlatego w tantrze nazywana jest energią miłości.

Zosia i Dawid: Kwiat lotosu uosabia piękno, choć wyrasta z bagna. W buddyzmie symbolizuje ono nasze przywiązania, pragnienia, żądze i lęki, ale też ciało i seksualność. Dojrzewanie lotosu oddaje proces rozwoju tantrycznego: sfera duchowa nie rozwija się, jeśli energia seksualna nie płynie w nas swobodnie. Dlatego brak świadomości ciała oraz tętniących w nim uczuć i emocji sprawia, że nasze zainteresowanie seksem przybiera niezdrowe lub wypaczone formy, bądź się po prostu od niego odcinamy. A przecież lotos wyciągnięty z bagna szybko zwiędnie. Do pełni życia potrzebuje soków z mrocznych głębin, no, chyba że ta nasza duchowość, ten kwiat lotosu jest plastikowy… Bez kontaktu z wymiarem duchowym padamy łupem komercyjnego świata, w którym liczy się szybki efekt, a nie celebracja życia. W tantrze chodzi przede wszystkim o świadomość, w której rodzi się zgoda na przyjęcie siebie takimi, jakimi stworzyła nas natura. Zazwyczaj jednak nasza seksualność jest stłumiona: wstyd i niewiedza więzi ją na dnie bagna, więc i miłość nie może w nas w pełni rozkwitnąć. Ani rodzice, ani szkoła nie uczą nas pracy z tą energią, a większość przekazów ma negatywny charakter, zostawiając głębokie rany. ● W jaki więc sposób wychowywać dzieci w pełnej miłości, zdrowej atmosferze?Zosia i Dawid: Najlepiej poprzez własny przykład. Dzieci odbierają działania i emocje, a nie słowa, dlatego wyczuwają fałsz i obłudę. Kochający się rodzice, którzy akceptują ciało i własną seksualność, są najlepszym wzorcem. Całe nasze ciało jest uświęcone: nie ma w nim „lepszych” i „gorszych” części. Dlatego nie mówmy maluchom podczas kąpieli: „a teraz umyjemy rączki, plecki i „to na dole”. Starajmy się pozytywnie nazywać strefy erogenne. Na pytania dzieci – które przecież w naturalny sposób interesują się swym ciałem – odpowiadajmy w prosty sposób, bez wdawania się w wykłady. Nie chowajmy się ze swą nagością do łazienki, nie zawstydzajmy dziecka „przyłapanego” na dotykaniu się w miejscach intymnych. Pamiętajmy, że granice intymności nie są związane z poczuciem winy i wstydu, a jedynie ze sferą osób, które do siebie dopuszczamy. Wychowując dzieci w naturalnej, zdrowej atmosferze, bez tematów tabu, sekretów i zażenowania, oszczędzimy im urazów i blokad, z którymi często sami zmagamy się w życiu.

Zmiany w zachodniej mentalności, o których rozmawiamy, podążają w niepokojącym kierunku: kult młodości powoduje wykluczenie starszych członków społeczeństw, obsesję idealnego ciała, manię operacji chirurgicznych. Badania Research International, przeprowadzone w 13 krajach Europy dowodzą, że najsurowszymi krytykami własnej urody są kobiety. Najbardziej zakompleksione okazały się Polki: nie dość, że zaledwie 1 procent z nas uważa się za seksowne, to żadna nie uznała, że jest piękna! Aż 84 procent nie jest zadowolona ze swego ciała, dlatego mamy nawet problemy z przyjmowaniem komplementów…

Zosia i Dawid: Dlatego właśnie musimy przenieść naszą tożsamość z wirtualnego świata myśli i wyobrażeń o sobie do ciała i jego uczuć. Krytykujemy je, katujemy dietami, operacjami plastycznymi, bezustannie porównujemy i oceniamy… A ono przecież, należąc do natury, należy do Wielkiej Tajemnicy. Tantra uczy akceptacji ciała: własnego, partnera i innych osób. Nie jest tu istotny jego wiek, gabaryty czy ułomności, gdyż jest ono świątynią naszej duszy. W pełnym szacunku pokłonie namaste partner traktuje swą wybrankę jak boginię, a ona jego jak boga. Bez względu na to, czy mają małe piersi, obfite uda, obwisłe brzuchy, łysinę i klimakterium… Oboje widzą w sobie ten wspaniały, duchowy blask, który wcale nie pokrywa się z pięknem fizycznym, czy aktualnymi kanonami mody. Wszyscy znamy te sytuacje, gdy z pozoru nieatrakcyjna kobieta jak magnes przyciąga do siebie mężczyzn, a jej wybitnie piękna koleżanka jest wciąż samotna. Widujemy też mało przystojnych mężczyzn, otoczonych rojem wielbicielek. Bo najważniejsze jest to „coś”, ten wewnętrzny blask energii. Podczas warsztatów uczymy, jak z miłością dotykać oraz masować ciało każdej postury i w każdym wieku, angażując całą swą uważność i czułość.

I wtedy – spontanicznie – pojawia się duchowość. Ta naturalna, bez filozoficznego zadęcia…

Zosia i Dawid: Propagowana przez nas współczesna tantra odpowiada na bezpośrednie potrzeby człowieka. Dlatego pary małżeńskie – zazwyczaj z wieloletnim stażem – przyjeżdżają na nasze warsztaty nie po duchowość, ale po to, by ratować bądź wzbogacić swój związek. My tworzymy do tego przestrzeń, otwierając na miłość, czułość i uważność. Oferujemy różne narzędzia: medytacje, taniec, uwolnienie napięć i blokad z ciała po to, by ludzie odczuli, że są „wcielonymi duszami”. Obrazuje to piękne i proste ćwiczenie, choć dla wielu osób trudne do wykonania: siadamy naprzeciw siebie i przez kilkanaście minut patrzymy sobie głęboko w oczy. Promieniuje z nich wówczas wewnętrzne światło, a my komunikujemy: taka, taki właśnie jestem, bez masek, prawdziwy i niepowtarzalny. Dopiero po nawiązaniu ponownego kontaktu, następuje wspólny rozwój duchowy.

Kim – obok małżeństw – są uczestnicy waszych warsztatów? Jakie są ich potrzeby i oczekiwania? Kto przeważa: kobiety czy mężczyźni?

Zosia i Dawid: Przed dekadą zjawiały się u nas osoby poszukujące różnych form duchowości, a teraz raczej tacy, którzy wcześniej nie mieli z podobnymi kursami do czynienia. To najzwyklejsi ludzie: studenci, pracownicy korporacji i emeryci, pary i single, kobiety w ciąży, osoby po zawałach i z zastawkami serca… Przychodzą najczęściej z polecenia przyjaciół czy znajomych, którym spodobała się nasza praca. W lipcu tego roku młodej dziewczynie wczasy z tantrą sprezentowali… rodzice, którzy wcześniej ukończyli nasze zajęcia. Średnia wieku to 40 lat: najmłodsza uczestniczka miała osiemnaście a najstarszy ponad osiemdziesiąt lat i był nawet z nami w Indiach! Natomiast co trzeci „adept” sam nas znalazł. Kobiety stanowią większość na warsztatach dla singli. Z kolei na te dla par mężczyźni bywają „zaciągnięci” przez swoje partnerki, żaden jednak potem nie żałuje! Sporą grupę absolwentów tantry stanowią ludzie po pięćdziesiątce oraz małżeństwa z 20-30 – letnim stażem. Pragną znów żyć ze sobą a nie obok siebie, wyjść z nawyków i codziennej rutyny, w końcu przywrócić ten dreszczyk emocji i ponownej fascynacji sobą. Bo przecież tęsknota za wzajemną bliskością i czułością nigdy w nas nie gaśnie! Niedawno pewna para z 30-letnim stażem małżeńskim przyjechała właśnie w takiej intencji. Akurat wypadła rocznica ich ślubu, więc zrobiliśmy im z grupą tantryczną ceremonię: wszyscy byliśmy niezwykle wzruszeni.

Skoro większość adeptek tantry stanowią kobiety, to co dzięki niej wnoszą do swego życia?

Zosia i Dawid: Kobietom łatwiej pracować z emocjami: jako pierwsze dostrzegają, że w związku zanika komunikacja, że łącząc wiele ról życiowych utraciły kontakt ze swą kobiecością. Często nie czują wsparcia nie tylko ze strony swych matek, babek i innych kobiet z rodziny, ale i koleżanek z pracy. Tutaj uczą się siostrzanej solidarności, budują poczucie bezpieczeństwa i zaufania, otrzymują akceptację i wsparcie innych kobiet. Puszczają blokady: znów mogą wyrażać swoje zdanie, stawiać granice, prosić i brać bez poczucia winy, wstydu czy lęku. Uczą się akceptować przemiany własnego ciała i świecić tym wewnętrznym blaskiem energii miłości. Dosłownie z dnia na dzień stają się piękniejsze i bardziej seksowne. Niektóre zakładają spódnice, bluzki z dekoltami i biżuterię, zaczynają wyrażać się w tańcu, kusząco kręcąc biodrami. Uwalniają swą zmysłowość, tłumioną pod szarym, korporacyjnym kostiumem czy spodniami. Inne przeciwnie: zmywają makijaż, przestają się stroić, dostrzegając, że piękno to ten wewnętrzny blask, a nie szata, która je zdobi. Wszystkie te kobiety jednak, wznosząc się ponad rutynę codzienności, stają się seksownymi boginiami.

Prowadzicie również zaawansowane warsztaty tantry wyłącznie dla par. Czego tam uczycie?

Zosia i Dawid: Oprócz tego, o czym tu rozmawiamy, również pewnych technik seksualnych, budujących bliskość z partnerem. Uspokójmy jednak podejrzliwych: podczas zajęć na sali nie uprawiamy seksu. Pokazujemy pewne ćwiczenia, które pary mogą potem praktykować w swoich pokojach. Seks w tantrze to przede wszystkim medytacja, która wzmacnia czułość, duchową więź i zaufanie. To radosne celebrowanie bliskości, uważność na partnera i jego potrzeby, które uwalniają od wstydu, lęku, poczucia winy, pomagają pełniej wyrażać siebie. Dojrzałe osoby czasem wyznają, że dzięki tantrze po raz pierwszy doświadczyły czułego, radosnego zespolenia z partnerami, jakiego nigdy nie przeżyły w młodości! Więc jak widać, na naukę miłości nigdy nie jest za późno! Dlatego warto choć raz w tygodniu wyłączyć telewizor i telefon, wziąć wspólną kąpiel, zrobić sobie masaż, a potem długo się kochać, smakując każdą chwilę. A na co dzień nie zapominać o fizycznej bliskości: pocałunkach, przytuleniach, flircie. Bo tantra, to po prostu powrót do normalności, która też może być piękna…

Powrót

Newsletter

Facebook

Relacje

Mówili o nas:

  • tvp2_logo_9
  • sens_logo_czerwone_kopia
  • radio gdańsk
  • polska_the_times-logo
  • polsat cafe
  • logo_wrozka
  • logo_shape blue 1
  • logo_Focus
  • logo trendy
  • logo trójka
  • logo Claudia
  • gwiazdy-mowia-logo-300x107
  • Zwierciadło
  • logo-pr4
  • wprost-logo
  • logo natemat
  • logo rdc
  • nieznany_swiat - logo
  • uroda życia logo
  • joga magazyn logo
Copyright © TantraLove.eu / Strona wykorzystuje pliki Cookies, więcej o tym w Polityce prywatności.